Tytuł na tyle tajemniczy, że aż prosi się o kliknięcie, aby dowiedzieć się, cóż to za urojenia dręczą autora. Ikonka w mig naprowadzić nas może na pewien trop, aczkolwiek pod jednym warunkiem… Musimy być rodowitymi chłopami z Podkarpacia, gdzie słowo „myjok” jest w powszechnym użyciu wśród starszej gawiedzi.
„Myjok” ma dwa znaczenia. Pierwsze, podstawowe, to mokra brudna szmata do podłogi, która z dawnych domostwach zawsze leżała gdzieś na skraju kuchni lub sieni. Bywała też śmiercionośną bronią, a moja babcia zwykła od czasu do czasu zdzielić nią kota, który coś tam napsocił… lub robiła to po prostu prewencyjnie.
Gdy zdarzyło się wyprać takiego myjoka, woda z przejrzystej zmieniała się w czarną i stąd też pewnie wzięło się drugie z określeń używane rzadziej, czyli mocne, brudne zamglenie.
Jeśli już jesteśmy przy gwarze, to trzecie znaczenie słowa „myjok” przypisuje się osobie, która lubi plotkować i obgadywać innych. Chłopy godajo: „Łoo wiisz jom jaki myjok, tyle co łod ni wyszła, a już ji dupe łobrobiła (plotkowała o niej)”.
Po co powstał ten artykuł?
Tyle tytułem wprowadzenia. Chciałem w nim uczulić szczególnie osoby początkujące w fotografii krajobrazu, wybierające się w plener na południe Czech po raz pierwszy, na specyficzne warunki pogodowe tam panujące.
Dobre zaplanowanie wyjazdu pozwoli nam uniknąć frustracji i znienawidzenia tego – jakby nie było – uroczego regionu na wieki. Dzieje się tak, kiedy przykładowo nastawiamy się na idealną aurę, mając dodatkowo w telefonie podgląd na portale pogodowe. Aż tu nadchodzi późne popołudnie i na mniej więcej godzinę przed zachodem fotografować się nie da.
Walka z „myjokiem” to ciągłe planowanie, jak wykorzystać zwykle te 2-3 dni wolnego, które przeznaczyliśmy na fotografowanie pól, w sposób jak najbardziej efektywny.
Problem z napisaniem tego artykułu był generalnie taki, że usunąłem olbrzymią większość zdjęć, które zrobiłem w warunkach słabej widoczności. Parę jednak pozostało, żeby posłużyć jako przykład. Zestawiłem też więcej zdjęć, na których pokazuję, że da się otrzymać znośne efekty, gdy zamglenie jest małe.
Czym jest „Morawski myjok”?
„Morawski myjok” jest specyficzny. Nie jest to typowe zamglenie, do którego jesteśmy przyzwyczajeni w okresie jesiennym. Charakteryzuje się dużym udziałem cząstek gleby (frakcji iłu) w atmosferze i mgła jest niejako „brudna”.
Podobne zamglenie można zaobserwować w Polsce na terenach rolniczych, gdzie dominują wielkoobszarowe uprawy, takie jak chociażby w okolicach Proszowic i Kazimierzy Wielkiej. Doświadczałem tego wielokrotnie podczas jesiennych wycieczek rowerowych w tamte okolice, gdzie wracałem wieczorem z twarzą zwyczajnie brudną od zawiesiny.
Myjok pojawia się przy różnych warunkach; ot wystarczy chociażby wilgoć plus brak wiatru i mamy kiepską widoczność.
Użyłem tu Nikona D200 z Vivitarem 210 f3.5. Podniosłem wartość ISO na 200, co wystarczyło na otrzymanie w miarę ostrego zdjęcia. Zastosowanie w Nikonie D200 wyższych wartości daje już widoczny szum, który jeszcze dodatkowo wzmacnia efekt „myjoka”. Nie dało się tego w sensowny sposób obrobić, gdyż nie widać w ogóle detali w obrębie drzew.
Pomógłby nieco nowszy sprzęt i jaśniejszy obiektyw, jednak w takich warunkach nie jesteśmy w stanie otrzymać wyraźnych drzew niezależnie od klasy sprzętu.
Dlaczego widoczność jest kluczowa?
Dlaczego doskonała widoczność w fotografii krajobrazu rolniczego – a dokładnie struktur pól – jest równie ważna, co fotografowanie jakże modnego ostatnio krajobrazu górskiego?
Może się wydawać, że jeśli w odległości powiedzmy około 1 kilometra wszystko jest w miarę dobrze widoczne, to uchwycimy za pomocą dłuższej ogniskowej struktury na tyle wyraźnie, że bez utraty jakości również je później obrobimy. Ta koncepcja byłaby idealna, gdybyśmy byli pionierami na Morawach kilkanaście lat wstecz, a nasze zdjęcia jednymi z pierwszych z tego miejsca. Wówczas pierwszy lepszy mocno obrobiony kadr, z mocnym ziarnem i „radioaktywnymi” barwami byłby obiektem zachwytu.
Pamiętajmy, że Morawy Południowe to stosunkowo duży powierzchniowo region (ponad 22 tys. km²) kojarzony głównie z winem, zamkami i bajkowymi miasteczkami. Najciekawsze kadry, które widzicie w Internecie powstają na obszarze około 150 km² na zachód od miasta Kyjov.
Stało się to już na tyle nudne, że zdjęcia białej kapliczki, falujących obok pól, czy też wiatraków z polami rzepaku obok nie są już tak ekscytujące jak kiedyś. Wyróżnić się można na 3 sposoby:
- Nie ograniczamy się do ujęć z dróg dojazdowych, dużo chodzimy i szukamy kadrów z innych miejsc (choć i ta metoda ma pewne ograniczenia, gdyż inni też zaczęli chodzić).
- Wplatamy w kadry zjawiska atmosferyczne, o co niełatwo.
- Szukamy ciekawych punków widokowych, z których możemy zastosować maksymalną ogniskową, aby spłaszczyć perspektywę, a tym samym otrzymać ten jeden odmienny kadr.
I właśnie do ostatniego z wymienionych rozwiązań niezbędne jest klarowne powietrze, szczególnie, gdy chcemy używać ogniskowej powyżej 400 mm.
Zachęcony przestrzenią, która pojawia się na horyzoncie czekałem aż pojawi się tam słońce. I pojawiło się przebijając przez delikatne wówczas zamglenie, dzięki czemu zrobiłem kilka swoich bardzo dobrych ujęć z Moraw. Ta przestrzeń nad horyzontem, o ile nie zamknie się przed zachodem, zawsze daje nadzieję na w miarę dobrą widoczność.
Traktory w sposób klasyczny wypełniają kadr mniej więcej w miejscach typowych dla metody trójpodziału.
Sprzęt w walce z „myjokiem”
Aparaty nowszej technologii dające obrazek o minimalnej ilości szumów nawet przy zwiększonym ISO będą przydatne przy takiej aurze. Jeśli jednak „brudny myjok” jest bardzo gęsty, jedynie drobne korekty nie popsują zdjęcia.
Mocniejsza ingerencja spowoduje podkreślenie tekstury terenu, ale detale np. w obrębie drzew i trawy nie będą widoczne. Zbyt mocne poprawianie myjoka może więc dać „plastikowy” efekt końcowy, a wzmacnianie struktury na zdjęciu mało przejrzystym spowoduje utratę kontrastu i pojawienie się brzydkiej kolorystyki.
Przesada w obróbce da efekt taniego szkła pozbawionego kontrastu. Z pewnością im jaśniejsza optyka tym lepiej. Pozwoli nam to na uzyskanie większej ilości detali na zdjęciu i tak już zaszumianym przez brudne powietrze.
Jechałem w to miejsce napalony, że będę miał wreszcie ciekawe kadry z mocnymi kontrastami i cieniami rzucanymi przez drzewa. Mocne brudne zamglenie spowodowało, że praktycznie kasztanów nie widać. Widoczne są nieco drzewa na pierwszym planie lekko oświetlone przez wschodzące słońce, ale nie ma szans na wyraźne zdjęcia oklepanego motywu.
Udało się nieco wyciągnąć szczegóły z drzew na pierwszym planie. Takie kadry posiadają mizerne walory artystyczne, ale przynajmniej przydały się do niniejszego tekstu. Klasyczny „myjok”, czyli coś widać, ale nie da się tego obrobić. Przypomnę, że słońce już jest od godziny nad horyzontem, ale nie może przebić się przez gęstą brudną mgłę.
Słońce już wysoko, cieni prawie brak, ale przyznajcie, że lepsze takie fotki niż poprzednie, a przy umiejętnej obróbce nabierają u niektórych autorów wymiaru artystycznego również w południe.
Jeśli na niebie pojawią się cumulusy, warto poczekać, aż zacienią trochę pola wokół kasztanów, co sprawi, że zdjęcie nie będzie tak spłaszczone przy operującym z góry słońcu.
Kompozycja przy brudnym zamgleniu
Cudów nie wymyślimy; trzeba będzie szukać struktur pól w niewielkiej odległości, ciekawych obiektów na pierwszym planie lub kadrować na tyle wąsko, żeby „brudny” dalszy plan nie znalazł się w kadrze. Jeśli jednak się znajdzie, nie może on zajmować istotnej części ujęcia, nie może zwracać na siebie uwagi.
Nostalgiczny myjok?
Czy można tego typu zdjęcia podpiąć pod melancholijne kadry? Zdecydowanie nie w większości przypadków… Jest brud na horyzoncie i tyle, a olbrzymia większość kadrów na Morawach skupia się właśnie na strukturach pól.
Pewnie część kadrów może się udać, ale zakładam, że będą one wyglądać po prostu brzydko pod kątem obróbki, kolorystyki i widoczności detali. Próba wzmocnienia struktury podczas obróbki „brudnego” zdjęcia spowoduje powstanie mocnego ziarna oraz brzydkich barw na zdjęciu.
Zabrudzenie musi być stosunkowo niewielkie, a detale struktur w miarę dobrze widoczne, aby mówić o jakichkolwiek walorach kadru.
A co z typowym zamgleniem?
Drugim z warunków jest obecność zwyczajnej, czystej mgły, którą można bez problemu obrabiać. Przy przejściu frontów atmosferycznych i chłodnych nocach możemy jak najbardziej uchwycić pejzaże z mgłami. Nie jest to zjawisko korzystne, jeśli przyjechaliśmy jednak typowo po zdjęcia struktur pól, ale w pewnych okolicznościach da się otrzymać fajne kadry, o czym przekonałem się wiosną 2019 roku.
Poniżej 2 kadry z wyjazdu, gdzie typowa mgła bywa fajna i pozwala na tworzenie ciekawych ujęć, szczególnie gdy powietrze się ogrzewa, a sama mgła zaczyna się przerzedzać.
Promienie słońca oświetlają kościół, nie dochodzą jednak do dolin, które są zacienione i przykryte warstwą mgły. Przy brudnym zamgleniu niemożliwe jest stworzenie tak melancholijnego kadru.
Myjok poranny i wieczorny
Zjawisko to nie jest typowe tylko dla godzin wieczornych. Przytrafia się również rano, co może na tyle wkurwić fotografa, który tu zawita, że z dużym prawdopodobieństwem więcej on już Moraw nie odwiedzi.
Zdjęcie już po obróbce. Jak widać dalszy plan jest niewidoczny, ale również i pierwszy plan nie był tak klarowny jak się może wydawać, co zobaczycie na kolejnym zdjęciu.
Obróbka pozwoliła na usunięcie zamglenia, uzyskanie efektu trójwymiarowego poprzez wzmocnienie lokalnych struktur i kontrastu, praktycznie bez straty jakości. Jako ciekawostkę podam, że obrabiałem plik JPG, a nie RAW. Więc da się nawet tak, o ile jest niskie ISO i stopniowo obrabiamy zdjęcie głównie mieszając warstwy.
Myjok a pory roku
Wiosna
Wczesną wiosną przez Morawy przechodzą fronty atmosferyczne, które mogą oczyszczać powietrze z drobinek kurzu i jest duża szansa, że widoczność będzie dobra. Na pewno statystycznie powietrze będzie bardziej klarowne niż jesienią. Pamiętajmy, że mam na myśli wczesną wiosnę, czyli kwiecień i maksymalnie początek maja. W późniejszym okresie mocno podrośnięte zboża (powyżej pół metra) skutecznie zasłaniają struktury pól.
Trudno powiedzieć, czy czekanie jeszcze ze 2 godziny dałoby fajny kadr. Fotkę zrobiłem już około godzinę po oficjalnym zegarowym wschodzie. Słońce dopiero co wyłoniło się zza wzgórz i nie było w stanie przebić się przez brudną mgłę.
Podczas obróbki podkreśliłem kontrasty, ale dalsza ingerencja w zdjęcie niewiele daje. Pojawiają się mocne szumy; nie widać również detali. Tego typu ujęcia nie posiadają żadnych walorów w sytuacji, gdy mgła jest brudna.
Na pierwszym planie mgły już ustąpiły i drzewa zostały oświetlone przez słońce. Udało się całkiem dobrze obrobić zdjęcie nawet przy zwiększeniu kontrastu i struktury. Na dalszym planie mgły są czystsze i przy obróbce nie ma niechcianego efektu mocnego zaszumienia. Kompozycja bazuje na wielu planach nachodzących na siebie w postaci zygzaka.
Lato
Fotografowanie morawskich pól latem zwykle nie ma sensu. Zboża przykrywają szczelnie struktury pól, a jedyne co to można szukać kapliczek na rozdrożu, czy klimatycznych kadrów lokalnej zabudowy.
Wilgotne i ciepłe letnie powietrze również nie sprzyja kadrom ze znacznego dystansu. Pomóc mogą ciekawe zjawiska atmosferyczne, np. burze, które można rejestrować szerszym kątem.
Jesień
Potencjalnie „jesienny myjok” może przydarzyć się częściej ze względu na większą powierzchnię odkrytych pól i prace polowe, które unoszą z wiatrem sporą ilość wierzchniej warstwy gleby. Jest to pora roku, kiedy najłatwiej o słabą widoczność. Wietrzna aura oraz maszyny orające pola i mamy gotowy przepis na „myjoka”.
Jeśli liczymy na spektakularny zachód słońca, możemy się przeliczyć. Gęste chmury nad horyzontem godzinę, a nawet dwie przed zachodem to standard. Gdy słońce się za nie schowa, momentalnie widoczne jest zanieczyszczenie powietrza.
Zima
Nie byłem na Morawach zimą, ale zapewne o tej porze roku będzie to mniej częste zjawisko, szczególnie, gdy gleba jest zamarznięta. Zdjęcia pól zimą rzadko jednak bywają ciekawe, choć można zawsze spróbować szukać najbardziej wydatnych form lub minimalistycznych kadrów.
Obróbka myjoka
No cóż, każdy fotograf powie, że trzeba popracować z krzywymi, pomieszać trochę warstwy, wyostrzyć i zniwelujemy wówczas zamglenie. Wszystko zależy jednak od stopnia zabrudzenia „myjoka” (ilości cząstek gleby) oraz sprzętu.
Moja taktyka na „myjoka”
Najlepszym rozwiązaniem jest czekanie na warunki idealne, czyli przejście frontu burzowego lub krótkotrwałe opady, które wyczyszczą powietrze. Wiadomo jednak jak to bywa; zwykle jedziemy, jak mamy czas.
Moja strategia jest dosyć prosta, aczkolwiek męcząca: Należy wybrać się na Morawy przynajmniej na 3 dni, a fotografowanie rozłożyć również na godziny południowe i popołudniowe.
Sporo ciekawych ujęć wykonałem w środku dnia i już po zachodzie słońca, kiedy wydawać się może nic kreatywnego w tym miejscu nie powstanie. Płynące po niebie chmury stworzą nam ciekawe cienie na polach.
W stworzeniu jednego z najciekawszych ujęć, jakie zrobiłem na Morawach, pomogły przechodzące chmury, dzięki którym krajobraz nie jest spłaszczony jak to bywa przy mocnym górnym oświetleniu. Minimalne nawet zmiany oświetlenia pól podkreślone obróbką dadzą fajny efekt.
Po drugie pamiętajmy, że idealny zachód słońca na Morawach jest rzadkim zjawiskiem. Słońce często chowa się nie za horyzont, a za chmurę na linii horyzontu. Przyjazd na styk (np. 20 minut przed zachodem) to błąd.
Optymalną porą fotografowania morawskich pól jest godzinę po wschodzie i mniej więcej godzinę przed zachodem słońca (o ile je mamy).
Podsumowanie taktyki w punktach:
- Fotografujemy na najniższym możliwym ISO na przysłonie rzędu f5.6-f9 (najlepsze właściwości optyczne).
- Używamy statywu.
- Szukamy kadrów, w których pierwszy plan znajduje się w odległości nie większej niż 500 metrów.
- Fotografujemy „klnąc co chwila”, do momentu aż bliski pierwszy plan przestanie być widoczny.
- Plan awaryjny: Zdjęcia niebieskiej godziny z malowaniem światłem pierwszego planu (kapliczka, figura, samotne drzewo).
- Jeśli lubimy zwiedzać – warto odwiedzić bajkowe morawskie miasteczka między Kyjovem, Brnem, a granicą austriacką.
- Cały dzień wykorzystujemy na jazdę w poszukiwaniu miejscówek („scouting”).
Generalnie Morawy to ciekawy i zarazem trudny teren. Nie tyle trudny, co frustrujący ze względu na omawiane zjawisko i mocną powtarzalność kadrów. Trzeba się nieźle nabiegać, żeby przywieźć coś oryginalnego.
Cierpliwość nieraz popłaca
Czasem może okazać się, że aura wcale nie jest tak niekorzystna i przed samym zachodem pojawi się przestrzeń między chmurami a horyzontem.
Podsumowanie
„Myjok” wydaje się być z pozoru zagadnieniem nieco zabawnym. Jeśli jednak nie sprawdzimy wcześniej pogody i pojedziemy na Morawy pełni entuzjazmu, z nadzieją na konkursowe kadry, istnieje duża szansa, że zbrzydną nam te Morawy na dobre.
Polecam więc nawet przed pierwszym wyjazdem zrobienie sobie listy atrakcji i planu awaryjnego z podziałem na miejscówki fotograficzne i turystyczne. Te drugie załagodzą nieco nasz „wkurw” w sytuacji, gdy nie będzie sensu fotografować krajobrazu.
Szymon Wójcik
